You're my heaven

Yes, i know

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Wydaję mi się, że to nie jest mój czas. Chyba to zakończę, wybaczcie.
Tagi: .
09.11.2013 o godz. 23:57
muzyka: sia- breathe me


-Mamo, chcę żebyś kogoś poznała- zwrócił się do szatynki, wystawiając przed siebie blondynkę- to jest Olivia- dziewczyna wystawiła rękę- a to jest moja mama, Pattie.
-bardzo mi miło- niebieskooka rozglądała się po salonie. Usiedli na kanapie. Matka gwiazdora włączyła ekspres.
-A więc jesteście...
-przyjaciółmi- niegrzecznie przerwała dziewiętnastolatka.
-Justin, mógłbyś iść nalać kawy?- spytała kobieta, gdy urządzenie wydało z siebie głośny dźwięk. Brunet wstał i skierował się do kuchni, po chwili wracając z tacą z filiżankami. Jego uśmiech znikł, gdy na kominku zobaczył zdjęcie. Szybko odstawił podstawkę i chwycił fotografie.
-Mamo, prosiłem- rzekł bardzo poważnie, zostawiając pustą ramkę. Zawartość zgniótł w dłoni i schował w kieszeni -Chodź, Olivia, pokażę Ci okolice- zdenerwowany, kierował się w stronę drzwi.
-Ale kawa...- powiedziała lekko zdesperowana rodzicielka. Olivia jedynie wzruszyła ramionami i poszła za Justin'em. Stukanie jej butów, to jedyne było słychać. Nie lubili takich sytuacji.
-Ja nie powinnam tu przyjeżdżać, mówiłam, że to zły pomysł- westchnęła, przeczesując ręką , blond loki. Bieber spojrzał na nią w inny sposób. Jego oczy były przepełnione wspomnieniami. Próbując poprawić jej nastrój, uśmiechnął się, wystawiając na wiatr, rząd białych, równych zębów -Justin, jeżeli chcesz mi coś powiedzieć...
-Wszystko w porządku, naprawdę, nie musisz się martwić- objął ją ramieniem.
-Wiedz, że ona robi to wszystko dla ciebie, kocha cię... I nawet nie wyobrażasz sobie...- serce stanęło jej w gardle, słowa nie chciały wyjść z jej ust -też nie doceniałam i straciłam- rękawem bluzy przetarła mokry policzek. Brunet mocno objął jej ciało.
-Nie płacz- pocałował ją w czoło – są sytuacje na które nie mamy wpływu- szepnął, wywołując ciarki na jej ciele. Wrócili do mieszkania, gdzie czekało na nich rodzeństwo gwiazdora wraz z ojcem. Chłopak bardzo się ucieszył.
-Tato, co ty tutaj robisz?- bardzo był zdziwiony tą wizytą, zwłaszcza, że ich rodzice się rozwiedli.
-Dzwoniła, że jesteś, więc przyjechaliśmy- dwójka dzieci rzuciła mu się na szyję. Olivia stała i przyglądała się sytuacji.
-Chodź, wypijemy kawę- przestraszyła się, lecz nie dawała po sobie tego poznać. Jedynie się uśmiechała.
-Justin, dużo mi o tobie mówi- wzięła łyk zawartości filiżanki. Jones nie wiedziała jak się zachować. Przytakiwała, rozmawiając o tematach które ją nie interesowały. Gdy kobieta przestała, ona spytała:
-Kto był na tym zdjęciu?
Kobieta na początku nie wiedziała, co towarzyszka ma na myśli. Dopiero po kilku minutach uświadomiła sobie, o którą fotografię jej chodziło.
-To był Justin i Jasmin- westchnęła, zagłębiając się w przeszłość.
-Kim ona była?- spytała, coraz bardziej niepewna swojej wypowiedzi. Mimo wszystko chciała się dowiedzieć, dlaczego brunet tak zareagował.
-Ona była partnerką Justin'a- ręce Pattie lekko się trzęsły.
-Co się z nią stało?- ciągnęła dalej. Kobieta już otworzyła usta, gdy obok blondynki stanął Bieber. Wszystko słyszał i nie chciał, aby dowiedziała się całkowitej prawdy. Wstąpił w najmniej wyczekiwanym momencie.
-Olivia musimy już jechać- rzekł poważniej, całując swoją matkę w policzek- trzymaj się-szepnął jej do ucha. Jones w środku była na niego zła. Nie lubiła, kiedy musiała być pod czyjeś dyktando. Jednak w tej sytuacji, jedyną odpowiednią rzeczą było wstać, pożegnać się i iść za nim.


-Mam nadzieję, że dobrze wykonałem swoje zadanie- powiedział czterdziestolatek, wręczając mu białą, większą kopertę. Chłopak nie patrząc na zawartość, wyjął z kieszeni plik sto dolarówek. Dał mu i wskazał drzwi. Ostrożnie odkleił kopertę i zaczął przeglądać fotografie.
-Wpadłeś, dupku- na jego twarzy zagościł przelotni uśmiech, który wywołał poczucie wyższości. Lubił ten stan, kiedy czyjeś życie było w jego rękach. Wyszedł z mieszkania, zamykając je. Wsiadł do czarnego mercedesa. Paczkę położył na siedzeniu obok i z głośnym rykiem odpalił silnik. Szybko dojechał do miejsca. Wbiegł po schodach, zostawiając rzecz na wycieraczce. Nie chciał tego robić, ale żeby coś zdobyć, trzeba walczyć. I zamierzał. Mógł nawet oddać życie. Wiedział, że to wywoła dużo bólu. Ale sądził, że lepiej, gdy będzie wiedziała pierwsza, niż ostatnia. Nie zasługiwała na takie traktowanie. To on zmierzał zapewnić jej bezpieczeństwo. Chciał, aby była jego królową.

muzyka:doors down- let me go


Głośny dzwonek rozległ się po całym mieszkaniu. Szybko podbiegła do drzwi, przekręciła zamek, a następnie pociągnęła za miedzianą klamkę. Lekko się przestraszyła, gdyż nikogo nie było. Podniosła kopertę i rzuciła ją na stół, błyskawicznie podbiegając do okna. Nie było, ani śladu. Przejrzała ujęcia, które znajdowały się w środku. Jej klatka piersiowa unosiła się coraz szybciej. Rozluźniła uścisk dłoni, pozwalając fotografiom opaść na ziemię. Sama podeszła do lady, gdzie nalała do szklanki wody, którą bezzwłocznie wypiła. Doszło do niej. Niebieskie tęczówki, pokryły się łzami. Nie spodziewała się tego. Zwłaszcza po nim. Po osobie, z którą potrafiłaby spędzić resztę tego brutalnego życia z problemami. Weszła do sypialni, gdzie do dużej walizki, zaczęła wrzucać wszystkie swoje rzeczy. Nienawidziła go. Spojrzała na zegar, który wskazywał czternastą. Zaraz będzie. Zastanawiała się co mu powie, jak on zareaguje. Bała się tego cholernego życia. Bała się samotności. Przerażała ją, myślała, że zwariuje, popadnie w depresje. Domyślała się samych czarnych scenariuszy. W końcu zwątpiła. Nie wiedziała jak postąpić. Czy odejść nie wiadomo gdzie, czy zostać i udawać, że wszystko jest dobrze. Nie miała rodziny, domu, nawet samochodu. Na hotel nie było jej stać. Więc co ma wybrać. Płakała. Cały makijaż spływał po jej twarzy, robiąc plamy na jasnej koszuli. Czuła się bezradna. Zdecydowała sięgnąć po ostatnią deskę ratunku. Bagaż postawiła koło szafy i przeszła do salonu, gdzie usiadła na sofie. Poprawiła się, czekając na niego. Gdy usłyszała przękręcanie zamku wzięła głęboki oddech.
-Cześć kochanie- rzekł podchodząc do niej. Pocałował ją po czym zajął miejsce obok niej. I znowu, te jego nieziemskie usta, które zawróciły jej w głowie. Po chwili w myślach wzięła się w garść - Płakałaś?- spytał, przecierając jej lewy policzek.
-Kiedy zamierzałeś mi to powiedzieć?- spytawszy, rzuciła na szklany stolik kopertę. Zdziwiony przyglądał się zawartości. Ciągnąc za sobą torbę, wyszła z pokoju.
-Olivia, to nie tak, kochanie- złapał ją za dłoń.
-Zayn...- chciała krzyknąć, zaryczeć jak groźne zwierzę. Chciała płakać, bo straciła go, jedynego- to koniec.
-Przecież ja Cię kocham...- jego oczy zrobiły się wielkie, powieki ciągle opadały i podnosiły się nie pozwalając na wypuszczenie łez.
-Gdy byłeś z nią też mnie kochałeś?- wyrwała rękę. Ostatni raz spojrzała i się żegnała. Czuła jak serce przerywa się na pół. Było to przykre. Schodząc po schodach uderzała kółkami,w skutek czego jedno odpadło. Przed kamienicą stał już czarny mercedes. Odwróciła się, słysząc swoje imię. Podbiegł do niej. Zamierzał powiedzieć jej całkowitą prawdę, przyznać się do błędu i prosić o drugą szansę, lecz gdy zobaczył nowego towarzysza blondynki, stanął w progu i wszystkie myśli odeszły.
-Przepraszam- powiedział- nigdy nie chciałem Cię skrzywdzić, kocham Cię- szepnął, a ona zupełnie się zagubiła. Dopiero klakson samochodu do niej dotarł. Weszła do auta. Nawet na niego nie spojrzała, co totalnie go dobiło. Zezłoszczony uderzył pięścią w stojący obok znak. Głośno przeklął. Niby, nie kochał, ale poczuł to. On zranił ją, a ona jego. Tak było najuczciwiej.
Tagi: .
20.09.2013 o godz. 15:58


Każde uśmiechy i łzy...


Wraz z przypływem emocji i uczuć, noga się prostowała. Jego ciało, przejął całkiem inny człowiek. Gdy, samochód osiągnął prędkość 180km/h, prosiła żeby zwolnił. Nie słuchał jej. Zrobiło mu się duszno. Poczuł zawroty głowy i strach, który zaczął kiełkować gdzieś w okolicach serca. Nie przypominał bólu, raczej chłodny dotyk, który zaraz rozpłynie się po całym organizmie. Kiedy na drodze zobaczył postać, mocno zahamował. Wybiegł z samochodu, szukając jej. W głowie rozchodził mu się płacz dziecka. A to wszystko, to jego wyobraźnia. Blondynka wyszła za nim, krzycząc jego imię. Podeszła do niego. Mocno zacisnęła jego rękę. Nie wiedziała jak się zachować. Nie znała go, ani jego historii.
-Justin, wszystko w porządku?- niepewnie spytała.
-Nic nie jest w porządku, Olivia- przecierał swoją twarz, wstydził się swoich łez, wstydził się przy niej płakać. Uważał to za nieodpowiednie. Słowa były dla niego bardzo trudne – Najlepiej będzie jak odwiozę Cię do domu- wsiadł do auta zapinając pas.



Dzwonił kilka razy i nic. Gdy na jego zegarku strzałki wskazywały szóstą, mocno uderzył pięścią. Usłyszał kroki, a następnie przekręcanie klucza. Była półprzytomna. Sen ciągle ją męczył. Rozwalony kok, przymknięte oczy. Spod jej koszulki można było zauważyć jej jędrną, nagą pierś, którą zakrył materiałem. Jego ciało rozpierała radość. Pocałowała go i pociągnęła za rękę. Walizkę zostawił w salonie, a drzwi zatrzasnął nogą. Obydwoje cieszyli się jak małe dzieci. Zaczęli pozbywać się swoich ubrań. Przeczesała palcami jego artystyczny nieład. W potężnej dłoni zacisnął pośladek blondynki. Przygryzła jego wargę, przerywając ich namiętny pocałunek. Przejechała ręką po jego umięśnionej klacie. Jedno ich spojrzenie oddawało wszystko. To mulat dominował. Wszystkie jego ruchy nabierały ostrości i dokładności. Ich oddechy przyśpieszały. Na jego czole gościły krople potu. Serca mocno uderzało o ciało, chcąc wyskoczyć. Co chwilę powtarzał jej dwa słowa. Kocham Cię, może nie były one do końca szczere. Niczemu nie przeciwstawiała się. Wręcz jej się podobało...

Kilka tygodni później.


-Zayn?- krzyknęła, gdy w łóżku znajdowała się tylko ona. Szybko wstała i przeszła po mieszkaniu. Ani śladu. Przeklęła pod nosem. Usiadła na fotelu. Kiedy stanął w progu, natychmiast wtuliła mu się w ramiona, lecz coś się zmieniło w ich życiu. Już nie czuła tego co kiedyś. Próbowali to naprawiać, ale nie wychodziło im. Każdy robił to w tajemnicy przed sobą. Wiedzieli, że coś się zmieniło, ale próbowali nie zwracać na to uwagi. Lekko ją podniósł i mocno zacisnął jej ciało. Przylegli do siebie tworząc jeden obiekt. Usiedli na kanapie. Jej drobna głowa leżała na jego torsie, a jego ręka kreśliła wzorki na jej ramieniu. Włączyli telewizor.
Justin Bieber widziany z przepiękną, lecz tajemniczą blondynką. Przelotny romans czy coś więcej? Więcej zdjęć znajdziecie na naszej stronie interneto...
-Kochanie, przełącz to- rzekła niby znudzona. Kiedy zmienił kanał poczuła ulgę i odetchnęła. .
-Pójdę wziąć prysznic- pocałował ją w czoło- a później może się gdzieś przejdziemy?- zniknął za drzwiami. Chwyciła czerwonego netbook'a. W wyszukiwarce wpisała link do strony. Było mnóstwo nieprawdziwych artykułów, duża ilość zdjęć. Jej zdjęć. Chciała dojść do sławy sama. Nie zamierzała zdobyć popularności dzięki Bieber'owi. Nie lubiła wykorzystywania ludzi. To było złe. Małymi krokami chciała dojść na szczyt. Wspinała się, a widoki już były wspaniałe. Radość rozpierała jej serce, gdy widziała ludzi którzy biją jej brawa. Mimo, że na fotografiach miała okulary, to i tak można było ją łatwo poznać.

Wolno maszerowali. Mijali różnokolorowe wystawy. Przekroczyli próg klubu. Było kilkanaście osób, którzy, jak widać bardzo dobrze się bawili. Usiedli na wysokich barowych krzesłach.
-Zayn, kopę lat- przywitał się James- potrzebuję kelnera, cholera- wziął łyka whisky.
-A John?- Olivia spytała z zaciekawieniem.
-Odszedł. W sobotę mamy rezerwacje na sto osób, ta impreza jest cholernie ważna- westchnął -Jestem w stanie podwójnie zapłacić- zachęcił barman. Mulat się zgodził.
Po dobrej godzinie gadania, opuścili lokal. Wyciągnął jednego papierosa, a resztę paczki schował w kieszeni. Smak nikotyny go uzależniał. Zaciągał się, a następnie wypuszczał dym, tworząc różne kształty.
-To ty jesteś ta dziewczyna Justin'a, dasz mi autograf, proszę- była to fanka. Jej duże, zielone oczy świeciły jak latarnie. Całe ciało skakało, a usta się uśmiechały.
-Nie, musiałaś mnie pomylić, to nie ja- lekko zaskoczona sytuacją, odpowiedziała pierwsze co jej przyszło do głowy. Czternastolatka posmutniała. Malik stał z boku i przyglądał się sytuacji- przykro mi.
Ciesząc się z udanego kłamstwa, złapała partnera za rękę.



To dziś nadszedł dzień, który miał wypromować klub. Na imprezie miało być dużo ważnych osób, które przyczyniłyby się do tego, by lokal stał się jednym z najpopularniejszych. Mulat musiał wyglądać dobrze, mimo że był tylko kelnerem. Stał przed lustrem, przymierzając różne koszule. Blondynka oparła się o futrynę drzwi.
-Jesteś gorszy, niż kobieta- stwierdziła, śmiejąc się.
-James mi kazał- podszedł do niej i objął jej ciało, zjeżdżając na pośladki dziewczyny. Gdy znaleźli się na łóżko, dziewiętnastolatka przerwała.
-Spóźnisz się- nie zareagował- Zayn, przestań- zeszła z posłania. Zakładając białą podkoszulkę, wyszła z pomieszczenia.
-A ty przyjdziesz?- krzyknął. Zastanawiała się po co? Zaprzeczyła pytaniu.



A teraz DJ NEVER pokaże wam swoje nowe kawałki...

Nie mogła uwierzyć. Pierwszy raz te pomieszczenie było tak zapełnione. Nie było miejsca aby usiąść, już nie mowa o miejscu do tańca. Ludzie świetnie się bawili. Skakali, śpiewali. Dziewczyna zaczęła szukać wzrokiem Zayn'a. Przeciskała się przez tłum, próbując dotrzeć do lady, gdzie stał kierownik.
-Widziałeś Zayn'a?- spytała, raczej krzyknęła. Mężczyzna wskazał palcem kanapę, gdzie było kilka, dość skąpo ubranych klubowiczek. Z jedną z nich tańczył. Olivia chcąc pokazać mu swoją obecność podeszła. Nie wyróżniała się z tłumu, więc Malik nie zwracał uwagi. Był skoncentrowany na swojej tancerce. Jego wzrok patrzył się na jej ''oczy'', drugie oczy. Jego ręka powędrowała na jej tyły. I dopiero wtedy się rozejrzał. Nie to chciał zobaczyć. Jones kierowała się w stronę wyjścia. Była wściekła. Dwudziestolatek wybiegł za nią .
-Czekaj- krzyknął, łapiąc ją za nadgarstek- ja tylko z nią tańczyłem, czy to coś złego?- spytał zdenerwowany. Niebieskooka głośno się roześmiała.
-Tańczyłeś?- spytała z ironią.
-O co ci chodzi? Stajesz się nieznośna. Jak Ty świetnie bawiłaś się podczas mojej nieobecności z tamtym pedałem, to było dobrze, tak?- krzyknął.
-Że co proszę?- nie dowierzała.
-Myślałaś, że te wszystkie gazety z nim i Tobą na okładce...
-Czy Ty nie zauważyłeś, że odkąd wróciłeś, wszystko jest inne? To już nie jest ten Zayn, który czarował mnie każdego dnia, teraz jest to pieprzony egoista- na ostatnie dwa słowa zacisnęła zęby.
-To w takim razie kim teraz musisz być Ty? Dziwką?- spytał, nie czekając na odpowiedź.
-Sugerujesz, że ja...
-Nie wiem, co z nim robiłaś, ale wiem, że gdybyś mnie kochała to...
-Uważasz, że powinniśmy to...
-Zayn, do cholery, klienci czekają.
-Minuta- rzekł, próbując, w głowie, dokończyć myśl dziewczyny.
-Nie, teraz albo nie dostaniesz kasy- nie patrząc na nią wrócił do lokalu. Szybko przemierzała miasto. Wpadając na nieznaną jej osobę, podniosła ton:
-Uważaj jak chodzisz.
-Ja przepraszam...- był to starszy mężczyzna, koło sześćdziesiątki, chodził o kulach. Podczas zderzenia, jedna mu wypadła.
-Nie, to ja przepraszam...-podała sztuczną nogę- to moja wina.
-Nic się nie stało, naprawdę- przechodzeń poprawił swoje nakrycie głowy i odszedł.
-Cholera- echo odbiło się od kamienic. Czarne auto podjechało, zatrzymując się obok niej.
-Czy pani się może zgubiła?- spytał, uchylając szybę- wsiadaj.
-Wiem, że to głupie zgubić się w mieście, w którym się mieszka, ale kompletnie nie wiem gdzie jestem- zaśmieli się- Justin, spadłeś mi z nieba.
-Gdzie mam Cię zawieźć?
-Do domu...

Jakiś czas później...

Unikają siebie, ona ciągle w restauracji, kiedy wraca on wychodzi do klubu. Olivia znalazła przyjaciela. Justin okazał się świetny w tej roli. Dopiero teraz dostrzegła jak wiele ich łączy. Mimo, złych relacji z obecnym partnerem, na jej twarzy gościł uśmiech, gdy to brunet odwiózł ją do domu. Szybko wbiegła po schodach, wyciągając klucz, zamierzała otworzyć drzwi. Jednak nie były one zamknięte. Jej noga przeszła przez próg. W sypialni zastała Malik'a. Pakował swoje rzeczy. Znowu musiał załatwić sprawę, która była o wiele ważniejsza od blondynki. Wieszając czarny sweterek w szafie, spojrzała na niego. Jej spojrzenie nie wywarło na nim jakiegokolwiek uczucia. Dalej niestarannie składał swoje ubrania.
-Jutro wyjeżdżam, byłoby mi miło gdybyś mnie odwiozła na lotnisko, zwłaszcza, iż ktoś musi potem wrócić samochodem- przerwał czynność, rozglądając się za swoją kosmetyczką.
-Leży za Tobą- zwróciła się, wskazując palcem. Przysiadła na łóżku i obserwując go, przypominała sobie ich razem wtedy, gdy się poznali. Był taki nieśmiały. Ona pełna życia. On zagubiony. Ona otwarta na nowe znajomości. To były dwa inne światy. Teraz jest całkiem inaczej. Wszystko odwrotnie. Blondynka uśmiechnęła się sama do siebie.

Stanęli obok siebie. Bicie ich serc, można było usłyszeć w tym głośnym tłumie. Złapał ją za rękę, przyciągając do siebie. Lekko wspięła się na palcach, krzyżując swoje ręce na jego karku. Mocno ją przytulił, ocierając niebieskooką dwudniowym zarostem.
-Przepraszam- szepnął, zbliżając ich twarze. Gdy dzieliły ich milimetry, dziewczyna spojrzała głęboko w jego oczy.
-Myślałam, że za szczerość nie przepraszasz- rzekła, z poważną miną, oddalając się od niego. Z każdą chwilą jego serce, bolało go mocniej. Dobrze wiedział, że zawalił sprawę. Zaczął stawiać małe kroki, kierując się w stronę kobiety, która odbierała bilety. Liczył na coś więcej niż przytulenie. Chciał ją namiętnie pocałować. W myślach prosił o to, aby go zatrzymała. Kiedy wręczał bilet, usłyszał za sobą swoje imię.
-Zayn, kluczyki od samochodu- podeszła do niego. Wyciągnął z tylnej kieszeni przedmiot i oddał jej.


-Masz go śledzić, rozumiesz? Chcę wiedzieć wszystko na jego temat- rzekł, podarowoując bilet.
-Ale po co Ty to robisz?- spytał, nie znając przyczyn.
-Muszę jej udowodnić, że on na nią nie zasługuje- odpowiedział, znikając w tłumie ludzi.



Cześć kochani.
Liczę na Waszą szczerą opinię i przypominam, że jeżeli chcecie być na bieżąco z rozdziałami to wystarczy mnie dodać do obserwowanych.
Miłych jeszcze wakacji.
Tagi: .
22.08.2013 o godz. 00:03


„Dzieliły ich milimetry.”


Olivia, weź się w garść” pomyślała.
-Justin- natychmiastowo oddaliła się od niego, wędrując na drugi koniec kanapy. Pomyślała o Zayn'ie. Nie mogłaby mu tego zrobić. Za bardzo go kochała. To była chwila nierównowagi. - już jest późno- wstała i podeszła do okna.
-Tak, już muszę iść- zerwał się i wyszedł, cicho zamykając drewniane drzwi. Obserwowała go z trzeciego piętra. Mimo, że było już ciemno, potrafiła dostrzec bruneta. Kopnął nogą śmietnik, który oddalił się o kilka metrów od ławki, na chwilę przysiadł. Wskazówka zegara była już na jedynce. Godzina nie powstrzymała jej. Wyciągnęła komórkę i wykręciła numer, który znała na pamięć. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci...
-Olivia?- uśmiechnęła się.
-Zayn, czemu nie odbierałeś?- mulat zamilkł na chwilę.
-Bateria mi padła, przepraszam.
-Kiedy wracasz?- od razu przeszła do rzeczy.
-W wigilię, o osiemnastej będę na lotnisku- słyszała jego przyśpieszony oddech. Tak jej brakowało. Jego całego.
-Kocham Cię- szepnęła.
-Ja Ciebie też, przepraszam, ale muszę już kończyć. Dobranoc- nie zdążyła odpowiedzieć, a już zakończył połączenie. To było dziwne.


Przemierzała między wieszakami szukając czegoś, co mogłoby mu się spodobać. Kolejny sklep i kolejna porażka. Nic nie było odpowiednie. Po długim poszukiwaniu pozwoliła sobie odpocząć. Zamówiła kawę i usiadła na skórzanym fotelu.
-Proszę- miła kobieta przyniosła zamówienie.
-Dziękuję- odparła, kiedy to ona już kierowała się do lady. Zanurzyła usta w piance, która osadziła się nad nimi. Dawno nie piła tak dobrej. Rozejrzała się dookoła. Wszędzie świąteczne ozdoby. Było ich stanowczo za dużo. Te kolory. Zbyt kolorowo, jak dla niej. Lubiła kiedy wszystko ze sobą współgrało i tworzyło przyzwoitą całość. Jedyny plus to piosenki, które umilały jej poszukiwania. Przymknęła oczy, zastanawiając się co byłoby gdyby jej matka nie umarła. Zapewne stałyby teraz nad garnkami, gotując swoje ulubione potrawy. A może zdobiłyby choinkę. Na pewno świetnie by to szło. Godzina była coraz bliższa zamknięcia centrum, a blondynka nadal nic nie miała dla Malik'a. Zapłaciła rachunek. Jeden sklep, który przykuł jej uwagę. Dekoracje odpowiednio dobrane, panowała w nim harmonia. Przejechała ręką po materiałach, przesuwając wieszaki. Zamierzała wyciągnąć bawełniany sweter. Poczuła dotyk innej osoby. Spojrzała w górę. Na głowie miał kaptur, a na nosie parę ray-ban'ów. Dziwiło ją to bo słońca nie było.
-Proszę- oddała mężczyźnie sweter i wzięła ten sam rozmiar.
-Olivia- szepnął, odkrywając oczy.
-Justin- westchnęła znudzona.
-Możemy porozmawiać? -spytał dość poważnie.
-Tutaj?- blondynka rozejrzała się po lokalu, widząc złą ekspedientkę, która mierzyła ich swoim wzrokiem. Zapłaciwszy za prezent, opuściła pomieszczenie.
-To gdzie idziemy?- spytała czując presję.
-Może pojedziemy gdzieś indziej?- odpowiedział pytaniem. Dziewczyna machnęła twierdząco blond lokami. Czując się bezpieczny, ściągnął nakrycie głowy i odkrył swoje piękne, ciemne oczy. Od samochodu dzieliło ich kilkanaście metrów. Cieszył się, że został niezauważony. Pilotem otworzył auto.
-Ej, to Justin Bieber!- usłyszeli głos z tyłu, brunet obrócił się i zobaczył tłum biegnących fanek, które zaczęły go otaczać. Zero prywatności. Powoli go to wykańczało. Chciał żyć jak dawniej. Normalny chłopak, na którego nie rzuca się tysiące dziewczyn. Potrzebował tego. Zaczęli robić zdjęcia, prosili o autografy, pytali kim jest blondynka, która szybko schowała się do samochodu, ciekawie przyglądali się postaci, siedzącej za przyciemnianymi szybami, chcieli wiedzieć wszystko.
-Bardzo się śpieszę, przepraszam, ale muszę już iść- powiedziawszy, zatrzasnął czarne drzwi mercedesa. -Przepraszam- odpalił silnik.

***


-Mam problem- powiedział, popijając sok pomarańczowy. Olivia kończyła już naleśniki z owocami, które bardzo jej smakowały. Spojrzała pytająco.-Bo podoba mi się pewna dziewczyna- krępował się- i nie wiem jak mam jej to powiedzieć- przerzucał swoje tęczówki z miejsca na miejsce.
-po prostu jej to powiedz, prosto z mostu- ciesząc się, zjadła ostatni kawałek. Cieszyła się, że Bieber jednak nic do niej nie czuje. Była tego pewna w stu procentach.
„Właśnie jej to powiedziałem”- pomyślał. Brak odwagi.
-A ty czemu nie jesz?- spojrzała na zapełniony, tym samym posiłkiem, talerz.
-Możesz zjeść- rzekł zrezygnowany.
-Nie dam rady- powiedziała, łapiąc się za szczupły, lecz najedzony brzuch. Uśmiechnął się do niej, prosząc kelnera o rachunek.
-Przepraszam Cię- mówił spokojnie- wczoraj nie powinienem...
-Justin, do niczego nie doszło, ja mam swoje życie, ty masz swoje, nie masz mnie za co przepraszać, nawet się nie pocałowaliśmy- przerwała mu.
-Wiem, ale coś mi mówiło, że muszę Cię przeprosić- głośno nabrał powietrza. Niebieskooka jedynie uniosła kąciki ust do góry. Wyszli z knajpki, która była położona dość daleko od miasta. Po trzydziestu minutach znajdowali się pod blokiem Jones. Podziękowała i wolnym krokiem przemierzała po schodkach. Pchnęła ciężkie drzwi, zapalając światło. Odzież zewnętrzną powiesiła na wieszaku, a skórzaną torbę rzuciła na fotel, pokryty bordowym kocem. Powędrowała do łazienki, gdzie zsunęła brudne ubrania. Weszła do, przepełnionej po brzegi wodą, wanny. Tego jej było trzeba po tym dniu. Rozsmarowywała żel po mokrym ciele, czując jego waniliową woń. Westchnęła, na myśl o tym, co czeka ją jutro. Po długiej kąpieli, owinęła się bawełnianym ręcznikiem. Stanęła przed lustrem i spojrzała w swoją zmęczoną twarz. Ubierając luźną koszulkę i dresy, położyła się w łóżku. Zgasiła lampkę, a oczy, patrzące w odsłonięte okno, same się zamknęły... Zasnęła.

***



Głośny budzik wybudził ją z lekkiego snu. Prawą rękę błądziła po szafce, szukając „magicznego przycisku”, który pozwoli jej jeszcze chwilę poleżeć. Nie mogąc go znaleźć, podniosła głowę i wskazującym palcem nacisnęła go. Przeciągnęła się i z wielkim oporem wstała. Punktualnie o dziewiątej przywieźli jej dużą, zieloną choinkę. Ubieranie jej pozostawiła na koniec. Poszła do marketu, gdzie zakupiła potrzebne produkty, które mieli zjeść na kolację. Nie mogła się doczekać wieczoru. Chciała go zobaczyć, pocałować, mocno, najmocniej przytulić. Zayn Malik. Boże, jak ona go kocha. Włączywszy świąteczne piosenki, zajęła się przygotowaniem potraw. Podśpiewując, dodawała przyprawy do garnka. Nie lubiła gotować, ale mimo to, w ten dzień sprawiało jej to radość. Gdy, na ekranie telewizora, pojawił się Justin Bieber ze swoją piosenką Mistletoe, przerwała wszystko. Jej wzrok skupiony był na jego płynnych ruchach. Według niej był inteligentny, miły, pomocny, ale również nachalny. Jednak coś ich do siebie ciągnęło. Potrafili się ze sobą dogadać. Był przy niej. Kiedy dania były gotowe, blondynka zabrała się za choinkę...

Wieszając ostatnią bombkę, spojrzała na zegar, który wskazywał godzinę szesnastą trzydzieści. Nakryła do stołu, przedzielając go dwoma świecami. Wzięła szybki prysznic, który ją orzeźwił. Nałożyła na siebie czarną, obcisłą sukienkę, sięgającą przed kolana. Blond loki falowały na szczupłych ramionach. Rozprowadziła czerwoną pomadkę, po czym pędzelkiem rozsmarowała przeźroczysty błyszczyk. Oczy podkreśliła eyeliner'em, następnie je wytuszowała. Kilka razy prysnęła szyję ulubioną perfumą i czekając na niego, postawiła ciepłe potrawy na stole. Było już dobrze po osiemnastej, ale Zayn'a ciągle nie było. Wywoływało to u blondynki złość. Tęsknota do niego wygrywała z nią każdego dnia. Zamierzała rzucić mu się w ramiona, oddając się jak najbardziej tej chwili. Mimo, coraz późniejszej godziny nie rezygnowała i oczekując go, przypominała sobie ważne chwile w ich życiu.

Dźwięk telefonu wyrwał ją z rozmyśleń. Podchodząc do szafki, chwyciła telefon i patrząc w wyświetlacz, szybko odebrała.
-Zayn, gdzie ty jesteś?- spytała, nie czekając na jakiekolwiek słowo.
-Kochanie- zaczął bardzo wolno- przepraszam, ale dzisiaj nie będę- niebieskooka posmutniała, a jej środek był przepełniony złością, jak i rozczarowaniem. Było jej przykro. Strasznie. Tyle się napracowała i na marne- wszystkie loty do Kanady zostały odwołane, jakaś awaria, przepraszam- nie odzywała się, w jej gardle utworzyła się wielka gula, przez którą słowa były dla niej bardzo trudne, powstrzymywała ją od płaczu- Olivia?- spytał zaniepokojony. Jedynie zakaszlała- Przykro mi bardzo, ale to nie zależy ode mnie, kochanie.
-Wiem- szepnęła- muszę kończyć- naciskając czerwoną słuchawkę, opadła na fotel. Pustka, samotność. To ten stan. Nienawidziła go. Dość długo tak siedziała. Myślała nad życiem. Co powinna zakończyć, a o co walczyć. Przebierając się w czarne obcisłe leginsy i ciepły granatowo-morelowy sweter, zamknęła drzwi wejściowe. Na jej nogach znajdowały się skórzane botki za kostkę, a na górze kożuszek, przykryty jasnym kominem. Duże płatki śniegu uderzały o jej twarz, zostawiając mokre plamki. Weszła do prawie pustego klubu, siadając przy barze, za którym stał James. Przywitał się z nią i zniknął na zapleczach. Rozglądając się po lokalu, ujrzała znajomą twarz. Pił drinka, skupiając się na zegarze, który wskazywał dwudziestą drugą.
-Justin?- spytała siadając naprzeciw niego. Przed nim stało kilka pustych szklanek. W prawej ręce gniótł złoty łańcuszek z zawieszką w kształcie serca. Płakał. Był pijany.
-Olivia, kochanie- uśmiechnął się.
-Jesteś pijany- stwierdziła po kilku sekundach- chodź, odwiozę Cię do domu- pomogła mu wstać z fotelu. Zadzwoniwszy po taksówkę, narzuciła na Bieber'a jego kurtkę. Wyszli na zewnątrz. Chłopak ledwo trzymał się nogach. Chwycił jej dłoń i położył na niej biżuterię. Zacisnął ręce i rzekł:
-Teraz należy do Ciebie- pocałował ją w policzek. Ona czując zapach alkoholu, wzdrygnęła. Weszli do auta. Spytała go gdzie mieszka, ale jego odpowiedzi nie można było zrozumieć. Wskazała kierowcy swój blok.

Wchodzenie po schodach sprawiało mu trudności, ale z pomocą blondynki dotarł do jej mieszkania. Położył się na kanapie i szybko zasnął. Przykryła go kocem. Z herbatą w ręku, usiadła na fotelu, tuż obok sofy. Przyglądała mu się z każdej strony. Zastanawiała się co skłoniło go do tego wszystkiego. Do przedawkowania alkoholu i płaczu. To zaprzątało jej głowę...

***



Gdy brunet zakaszlał, ona weszła do salonu. Chłopak przetarł oczy, pytając blondynkę o wodę mineralną. Dając mu ją, przysiadła na kanapie.
-Mocno byłem pijany?- spytał zachrypniętym głosem, biorąc kolejny łyk napoju. W ramach odpowiedzi roześmiała się.
-Justin, wczoraj mi to dałeś- położyła na stole złoto.
-Należy do Ciebie- rzekł dość poważnie.
-Nie, to musiało być drogie...
-Należy do Ciebie, proszę weź to- przerwał jej, chwytając go. Zapiął go na szyi blondynki. Jego brązowe tęczówki spoglądały na nią z podziwem- Jesteś piękna- powiedziawszy, podszedł do okna. Na policzkach niebieskookiej pojawiły się lekkie rumieńce.
-To może mogę Ci to jakoś wynagrodzić?- spytał, odkręcając się w jej stronę.
-Co masz mi wynagrodzić?
-Dotarłem cały i zdrowy, nawet się wyspałem, gdyby nie ty to pewnie tam bym został na noc.
-Przestań nie musisz.
-Obiad? Okej- z promieniującą twarzą podał jej torbę- To chodź.

Taksówką podjechali pod dużą willę. Wnętrze było jeszcze piękniejsze.
-Czuj się jak u siebie, a ja idę pod prysznic- rzekł znikając w dość krętych schodach. Rozglądała się szukając rzeczy, które mogły ją zainteresować. Przejrzała zdjęcia, stojące na drewnianej półce. Udała się za Bieber'em. Odnalazła jego pokój i czekając na niego, przeglądała nagrody, wiszące nad łóżkiem. Było ich mnóstwo. Najlepszy artysta, Piosenka roku, Najlepszy teledysk, Najwierniejsi fani... Mnóstwo. Podziwiała go. Był zwykłym chłopakiem, śpiewającym na ulicy, a teraz jest gwiazdą, śpiewającą na scenach w różnych krajach. Fani oddaliby za niego życie. Nie musi się martwić, o to, że zabraknie na jedzenie. Zazdrościła mu. Wiedział gdzie jest jego ojciec. Tego najbardziej. Odczuwała w sercu wielką pustkę. Ostatnich nocy dużo wyobrażała sobie. Byłaby mu nawet w stanie wybaczyć. Mimo tego, co zrobił, kochała go.

Jechali autem do jego ulubionej restauracji.
-Justin, wczoraj płakałeś- cicho zaczęła, czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony- coś się stało?- dokończyła nic nie słysząc. Spojrzała na niego. Ręce miał sztywno zaciśnięte na kierownicy, oczy zaszklone, a noga coraz mocniej naciskała pedał gazu. Nie panował nad sobą. To pytanie przywróciło tysiące wspomnień w głowie. Każde uśmiechy i łzy...





Jestem z drugim rozdziałem.
Doceńcie moją pracę, zostawiając wyczerpujący komentarz ze szczerą opinią.
baby-youaremyheaven.tumblr -> Tutaj macie mojego tumblr'a.
Więc komentujcie, obserwujcie i co tylko.
Do zobaczenia.
szanel.
Tagi: .
04.08.2013 o godz. 00:23
Prolog.

muzyka


8 wrzesień, Kanada

- Poradzimy sobie. Jesteś silna – rzekł, chwytając jej dłonie w swoje.
- Kiedy wrócisz?- spytała strasznie rozczarowana.
-Za miesiąc, dwa.
- Obiecujesz?- w jej oczach zaczęły zbierać się łzy.
-Obiecuję- przytulił ją. Im obojga było ciężko. Obiecali sobie, że mimo wszystko, zawsze będą na siebie czekać. Choćby, nie wiadomo ile, miałoby trwać. Ich miłości była silna. Są już ze sobą od dwóch lat. Nie mogą bez siebie żyć. Kiedy wychodzili do pracy, dzwonili do siebie co godzinę. Troszczył się o nią. Przy nim czuła się jak księżniczka. Osoby z ich otoczenia podziwiali ich. Razem mogli wszystko. Byli po prostu idealni. IDEALNI.
„Pasażerowie lotu BA69 do Bradford proszeni są o zajęcie stanowiska numer jeden ''
- z głośników wydobył się głos kobiety.
-Kocham Cię- otarł usta o jej ucho.
- Kocham Cię, Zayn– szepnęła, przecierając mokre od łez policzki.
-Nie płacz, bo i ja zacznę- postał z nią jeszcze kilka minut.- Muszę już iść– pocałował ją i zniknął w tłumie.



You are my heaven - one.

21 listopad

Ściągnęła czarną rękawiczkę i rzuciła garstkę piachu na białą trumnę, która leżała w dole. Zamknęła oczy i uniosła do góry głowę. Spod powiek spadały pojedyncze łzy. Nie mogła się z tym pogodzić. Osoba, która była jej autorytetem, właśnie odchodzi, zostawiając ją samą. Jej życie powoli traciło sens. Rozejrzała się dookoła. Nikogo nie było, tylko ona.
Przykucnęła i wpatrywała się w zdanie umieszczone na tabliczce „Nigdy o Tobie nie zapomnę”, obok którego było umieszczone zdjęcie uśmiechniętej Alice.
-Mamo,czemu akurat Ty?- szepnęła, przecierając dłonią kolejne łzy.- kocham Cię– dodała i wolnym krokiem opuściła cmentarz.

***


22 grudnia

Do Bożego Narodzenia zostały dwa dni. Zamiast szaleńczo biegać po sklepach, ona stoi za ladą i obserwuje płatki śniegu, które unoszą się za szybą. Przyodziana w białą koszulę i czarną obcisłą spódniczkę, na której leżał bordowy fartuszek. Restauracja nie należała do najtańszych, więc klientów było również mało. Ubrała czarną kurtkę i udała się na zaplecze. Kiedy wyszła na zewnątrz, zimna fala powietrza uderzyła o jej twarz. Z kieszeni wyciągnęła paczkę papierosów. Trzęsącymi się z zimna dłońmi podpaliła jednego. Zaciągnęła się i wypuściła dym. Kilka razy powtórzyła czynność i wyrzuciła peta w śnieg. 10 minutowa przerwa minęła bardzo szybko. Wróciła do środka. Poprawiła swoje loki i na usta nałożyła lekko różowy błyszczyk.
-Olivia, to Bieber. Idź go obsłuż– usłyszała rozkaz od swojego kierownika. To nie pierwszy raz, kiedy tak sławna osoba odwiedza to miejsce. Wzięła głęboki oddech i podeszła do stolika. Podała kartę menu.
-Dzień dobry, co mogę podać?– spytała, jak każdego innego. Pomijając ochroniarza który stał przy wejściu, brunet był sam.
-Kawę, którą mam nadzieję wypijesz ze mną– tajemniczo się uśmiechnął.
-Jestem w pracy. Może innym razem.- nie reagowała na podrywy chłopaka.
-Ale jak szef się zgodzi, to wypijesz ze mną kawę.- Olivia westchnęła i zgodziła się. Właściciel nie pozwalał na nieustalone wcześniej przerwy, więc sądziła, że i tak będzie teraz. Justin podszedł, zagadał do mężczyzny i szczęśliwy wrócił.
-Więc ja stawiam– rzekł. Odsunął krzesło, a niebieskooka usiadła.
-Co taka piękna dziewczyna tu robi?-spytał. Nie wiedziała jak się zachować. Nie chciała robić nadziei, ale też nie zamierzała go urazić.
-pracuje, żyje spokojnie– zatrzymała się, a po chwili dodała– z chłopakiem. A Ty? Justin Bieber tutaj?- próbując utrzymać miłą atmosferę, wymusiła sztuczny uśmiech. Zaśmiał się i przygryzł dolną wargę.
- To jest moja ulubiona restauracja. Tutaj przychodziłem z tatą jak byłem mały.- rozmarzył się na kilka sekund. - Jak masz na imię?
- Olivia... Olivia Jones.
***

Była godzina dziewiętnasta, a na dworze było już ciemno. Czekał ją długi spacer do domu. Zakładając rękawiczki, opuściła lokal. Skręciła w prawo i ostrożnie przemierzała po zaśnieżonym chodniku. Wdychała mroźne powietrze, czując jak wszystko w niej opada.
-Olivia– usłyszała głos za sobą. Obróciwszy się, ujrzała bruneta.- Nareszcie skończyłaś– podbiegł zdyszany. Było to miłe, ale nie lubiła nachalnych ludzi.
-To może teraz dasz się gdzieś zaprosić- zachęcał.
-Nie mogę śpieszę się– odezwała się, a jej ciało trzęsło się z zimna.
-rozumiem, masz chłopaka– rzekł zawiedziony.
-śpieszę się do pracy.
-ale... - nie rozumiał– przecież z niej wyszłaś.
-To co tu zarabiam nie starcza– mówiła prawdę.- wieczorami śpiewam w klubie
-No to mogę Cię chociaż odwieźć ? Tak na pocieszenie?- uśmiechnął się wystawiając rząd białych zębów.
-Dobra– trochę wykorzystała go. Wsiedli do auta. Chłopak ruszył, a ona poczuła przyjemny zapach jego perfum. Jasnowłosa podała adres. Bieber zamiast skupiać się na drodze, ciągle przyglądał się towarzyszce. Czuła się niezręcznie. Kiedy dotarli na miejsce dziewczyna podziękowała i szybko chciała opuścić pojazd. Gdy już miała zamykać drzwi chłopak odezwał się.
-Gdzie jest ten klub?
-Tam za rogiem– wskazała palcem na prostopadłą ulicę. Chciał zadać kolejne pytanie a ona wyprzedziła go odpowiedzią– o dwudziestej drugiej śpiewam.- kolejne spojrzenie, które nie było normalnym.

***


muzyka


Przyjemnie jej było, kiedy usłyszała brawa. Za każdym razem, uśmiechała się. W niewielkim tłumie dostrzegła bruneta. Zawzięcie uderzał dłońmi. Był dumny, tak to można było odebrać. Podeszła do baru i usiadła na wysokim krześle. Za ladą stał kierownik. Dwudziestosześcioletni facet. Kolega.
-Za ile wraca?- podał dziewczynie colę z lodem.
-Nie mam pojęcia, nie odzywa się. Kiedy dzwonię cały czas poczta – westchnęła.
-Muszę znaleźć kogoś na zastępstwo. To już trwa za długo. Miał wrócić za miesiąc i co? Dalej go nie ma- był zdenerwowany.
-Poczekaj jeszcze, przecież ja śpiewam. Dużo ludzi tu przychodzi. James, zaczekaj– namawiała. Nie chciała, aby ktoś inny zajął jego miejsce. Właśnie tu się zobaczyli pierwszy raz. Dwa lata temu. Zostali wybrani do karaoke. . Ten dzień pamiętali oboje. Wracali do niego cały czas. Wspomnienia- piękna rzecz.
-Słyszałem, że szukacie kogoś na zastępstwo– odezwał się Justin .
-Tak, znasz może kogoś?- odezwał się James. Blondynka, w myślach, prosiła Boga, o to aby to on nie zajął tego miejsca.
-Ja mogę. Zobacz ile zyskałby klub. Chcę tylko miłych współpracowników, to mi wystarcza– niebieskooka narzuciła na siebie kurtkę i wyszła bez słowa. Chłopak wybiegł za nią.
-Olivia, jeżeli nie chcesz żebym tu pracował to powiedz- złapał ją za ręce.
„Tak, nie chcę z Tobą współpracować” pomyślała
-Justin, to nie chodzi o to, po prostu źle się poczułam– skłamawszy, wyswobodziła dłonie z uścisku.
-To może Cię odprowadzę.
-Jak masz ochotę- westchnęła, próbując zrównoważyć swoje myśli.

***


Otworzyła mieszkanie i wpuściła go do środka. Wskazała salon i kanapę.
-Rozgość się– udała się do toalety. Justin dokładnie przyglądał się wnętrzu. W całym pokoju unosił się zapach jej perfum. Podszedł do komody, gdzie było kilka zdjęć. Na wszystkich znajdowała się ona z mulatem. Dziwnie się poczuł, trzymając w ręku fotografię.
-To jest Zayn. Mam nadzieję, że go poznasz– mówiła, wstawiając wodę na herbatę.
-To on jest tym szczęściarzem– odłożył przedmiot na miejsce i usiadł na sofie. Przyglądał się czynnościom, które wykonywała.
-Chcesz coś do picia?- obróciła się w jego stronę.
-Nie, dziękuję– odpowiedział, a po chwili niebieskooka siedziała obok niego z gorącym kubkiem w dłoniach.
-A twoi rodzice?- spytał po kilku minutach ciszy. Chciał się dowiedzieć o niej jak najwięcej. Zabolało go kiedy w oczach Olivii stanęły łzy.
-Moja mama zginęła w wypadku, a ojciec, nie wiem gdzie jest. Zostawił nas jak miałam dwa lata- upiła zawartość kubka.
-Przepraszam, nie wiedziałem– poczuł wyrzuty sumienia. Zbliżył się do niej, a ona wtuliła się w jego bawełnianą bluzę. Spojrzał w przepełnione żalem, niebieskie tęczówki. Jego serce zadrżało. Chciał, aby wbiła mu się w ciało i była jego częścią. Już zapomniał jak to jest to czuć. Laski wykorzystywał tylko do jednego. Ale z nią było inaczej. Mógł oddać jej się cały, skoczyć za nią w ogień, mógł sam tonąć , ale jej rzuciłby koło ratunkowe. Zakochał się. Pierwszy raz od tamtego zdarzenia. To było głupie, bo dzisiaj ją poznał i już był w stanie powiedzieć, że nie potrafi bez niej żyć. Przetarł mokre policzki dziewczyny i powoli się zbliżał. Zatonęła w brązowych oczach. Dzieliły ich milimetry...



Głosujcie w ankiecie, miśki.
Mam nadzieję, że spodoba Wam się.
Jeżeli chcecie być na bieżąco z nowymi rozdziałami, to wystarczy mnie dodać do obserwowanych i wtedy do wszystkich, którzy śledzą bloga zostaje wysłana wiadomość.
szanel.


Tagi: .
13.07.2013 o godz. 23:04

Głosujcie w ankiecie, kochani.
Tagi: .
13.07.2013 o godz. 12:59



Olivia Jones (18)


„Chciałabym, aby było jak dawniej. Teraz jestem w jednym, wielkim bagnie. Nawet nie mam siły z niego wyjść. Czasami zastanawiam się co by było gdybym umarła. Ile osób by przyszło na mój pogrzeb, czy ktoś by płakał albo tęsknił. ”




Zayn Malik (20)


„ -Dam Ci wszystko, czego on nie może dać. Obiecuję. Będę przy Tobie w dzień i noc. Zawsze kiedy będziesz mnie potrzebowała. Nie mogę żyć bez Ciebie. To jest zbyt trudne. Jesteś moim tlenem. Uzależniasz jak narkotyki. Boże, ile bym dał aby teraz Ciebie pocałować. Być z Tobą.
Kocham Cię.”




Justin Bieber (19)


„Co to jest właściwie miłość. NIC. ZERO. Prawdziwa miłość to nie dla mnie. To jak podróż na Księżyc. Tylko kilku udało się tam dostać. Tak i miłość tylko kilku ma. Ale nie ja. Ja nie mogę być z kimś. Nie nadaje się do związku. Nie potrafię, przepraszam.”


Cześć. Bohaterowie są.
Obserwujcie, komentujcie, dodawajcie do znajomych.



Bohaterowie, drugoplanowi, będą wymyślani przeze mnie. Nie koniecznie muszą oni występować w rzeczywistości gwiazdorów.
Tagi: .
09.07.2013 o godz. 23:01
szanel
You're my heaven
O mnie: Amator.
statystyki